W okolicach Gdańska znajduje się wiele polskich gospodarstw rolnych. Pracujący tam rolnicy odziedziczyli tradycję uprawy ziemi po swoich rodzicach i dziadkach, którzy przybyli do Gdańska po wojnie i otrzymali ziemię uprawną, pisze strona gdansk-name.eu. Kiedyś w mieście było wiele takich przedsiębiorstw, ale teraz trudno je znaleźć. W tym artykule opowiemy bardziej szczegółowo historię gdańskich rolników.
Czym się zajmują
Zgodnie ze stanem na 2018 rok, w Gdańsku mieszkało około 2040 rolników. Były to osoby, które posiadały ponad hektar ziemi rolnej i prowadziły gospodarstwa rolne. Zazwyczaj posiadali oni od 30 do 70 hektarów ziemi.
Z tej liczby rolników mieszkających w Gdańsku większość to rolnicy statystyczni. Oznacza to, że są to przedsiębiorcy, którzy posiadają ziemię, ale sami jej nie uprawiają. Zwykle mają jeden lub więcej hektarów, aby opłacać składkę ubezpieczeniową do kasy rolniczej.
Kim oni są
Pan Paweł Mikołajczyk zajmuje się rolnictwem od dawna. Po II wojnie światowej jego dziadek osiedlił się w Gdańsku i rozpoczął tę działalność. Później rodzinny biznes odziedziczył właśnie Paweł.
W 2024 roku rodzina Mikołajczyków posiada 70 hektarów ziemi, cztery ciągniki, dwa kombajny i magazyn warzyw ze zlewem. W swoim gospodarstwie zatrudniają również cztery osoby. Oprócz gospodarstwa Mikołajczyków w okolicy znajduje się siedem innych przedsiębiorstw, ale są one również własnością krewnych Pana Pawła.
W latach 1990-tych Mikołajczykowie uprawiali warzywa sezonowe, w tym rzodkiewki, sałatę i szczypiorek. Uprawiali również chryzantemy, które były wówczas bardzo popularne w Polsce. W 2018 roku rolnicy rozpoczęli uprawę kapusty białej, czerwonej i pekińskiej, buraków, marchwi, selery, rzepy, jarmużu, pietruszki i kopru, a także pszenicy. Każdego dnia z zakładu wywożonych jest około 15-20 palet, każda o wadze 500 kilogramów.
W jednym z wywiadów Pan Paweł zauważył, że ten asortyment jest najbardziej udany dla ich firmy, ponieważ produkty te cieszą się dużym popytem. Mężczyzna przyznał również, że bycie rolnikiem w mieście jest bardzo wygodne, ponieważ gdy coś ze sprzętu się zepsuje, można go szybko naprawić w Gdańsku. Wszystko jest tu dostępne na każdym kroku.
Kolejną rolniczką w tej okolicy jest Pani Teresa Zielińska. Hoduje kwiaty i zajmuje się tym od lat 80. XX wieku. Jej ojciec rozpoczął tę działalność po zakończeniu II wojny światowej. Teraz Tereza ma zaszczyt kontynuować ten biznes.

Od 2018 roku, oprócz kwiatów, Pani Zielińska zaczęła również uprawiać warzywa. W asortymencie znajdują się seler, pomidory, papryka, ogórki, różne zioła, astry i lwie paszcze. Sprzedaje również rośliny balkonowe, takie jak bratki, surfinie, pelargonie, nagietki i chryzantemy, tradycyjnie w październiku.
W wywiadzie Pani Teresa powiedziała, że w ich okolicy jest niewielu ogrodników. Zauważyła również, że w tej okolicy jest dużo pracy, zwłaszcza jeśli robi się wszystko samemu. Nawet latem, kiedy nie ma nic do sprzedania, musi podlewać, spryskiwać, odchwaszczać i nawozić rośliny, które zostaną sprzedane dopiero jesienią lub w przyszłym roku.
Pani Teresa uważa swoją pracę za najlepszą. Lubi być w stałym kontakcie z naturą. To ją inspiruje.
Ogólnie w Gdańsku jest niewielu rolników, ale mają oni znaczący wkład w rozwój sektora rolniczego, a ich praca ma pozytywny wpływ na polską gospodarkę. Pomimo faktu, że świat się zmienia, a miasta rosną, gospodarstwa rolne w pobliżu Gdańska starają się przetrwać pomimo wszystkich trudności.
