Ludzkość poczyniła ogromne postępy w tworzeniu użytecznych rzeczy dla naszego własnego dobra i dobrobytu, jednak rozwój ten często prowadzi do negatywnych konsekwencji. Czynnik ludzki odpowiada za największy odsetek wszystkich tragedii i katastrof w przedsiębiorstwach. Jak podaje portal gdansk-name.eu, największy wypadek spowodowany przez człowieka w Gdańsku od początku jego istnienia miał miejsce w rafinerii ropy naftowej.
Wyzwania nowego stulecia
Wraz z szybkim rozwojem przemysłu motoryzacyjnego w XX wieku pojawiło się ostre zapotrzebowanie na paliwo. Dlatego wszyscy światowi przywódcy postrzegali to jako wyzwanie i okazję do zarobienia dużych pieniędzy. Kraje rozpoczęły wyścig o rozwój przemysłu naftowego. Chociaż Polska nie była częścią Związku Radzieckiego, była członkiem Układu Warszawskiego, wojskowego i politycznego sojuszu ośmiu państw komunistycznych, które były w pełni podporządkowane ZSRR. Lata 70. i 80. były okresem największej konfrontacji między Związkiem Radzieckim a Zachodem i Stanami Zjednoczonymi. Konieczne było zademonstrowanie potęgi i siły krajów komunistycznych, dlatego zdecydowano się na budowę strategicznej rafinerii w Gdańsku. Z wielkimi fanfarami ogłoszono, że budowa rafinerii gdańskiej rozpocznie się w 1972 roku. Ponieważ głośne ogłoszenie było słyszalne na całym świecie, przeznaczono ogromne fundusze, a harmonogram był ściśle kontrolowany przez Moskwę.
Wraz z budową rafinerii konieczna była budowa powiązanych obiektów infrastrukturalnych. To dzięki projektowi rafineryjnemu powstał Port Północny z bazą paliwową, odnoga rurociągu Przyjaźń i magazyny surowców. Budowa postępowała w stachanowskim tempie. Trzy lata po ogłoszeniu budowy, w 1975 roku, rafineria została oddana do użytku podczas hucznej ceremonii otwarcia. Zakład był uważany za najnowocześniejszy na świecie i posiadał największy blok naftowy w Europie. Była to pierwsza inwestycja w PRL wykorzystująca zachodnią technologię.
I inwestycja się opłaciła. W pierwszym roku działalności rafineria przerobiła 1,5 mln ton ropy naftowej. W 1977 r. przerobiła 3,1 mln ton produktów. Zakład zatrudniał 2100 osób. Kolejne lata upłynęły pod znakiem modernizacji sprzętu i instalacji nowych jednostek oczyszczania i automatyzacji, a nawet otwarcia zakładu satelitarnego. Szybki rozwój zakładu został przyćmiony przez wydarzenie z 1979 roku.

Tragiczny początek czerwca
Nic nie zapowiadało kłopotów, ale 2 czerwca 1979 r. doszło do katastrofy przemysłowej, która stała się wydarzeniem nie tylko dla Gdańska, ale dla całej Polski. W wyniku zaniedbań pracowników zakładu, w jednym z reaktorów hydrokrakingu nagromadziła się znaczna ilość gazów, która eksplodowała. Wybuchł pożar, który szybko rozprzestrzenił się na inne części zakładu. Jako że w procesie produkcyjnym znajdowało się wiele łatwopalnych materiałów, ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie. Do gaszenia pożaru zaangażowano wszystkie jednostki straży pożarnej z Gdańska i okolicznych miast, ale jego opanowanie zajęło kilka dni.
Wypadek w gdańskiej rafinerii spowodował znaczne szkody w produkcji, ale najgorsze jest to, że w wypadku zginęło kilka osób, a wielu pracowników zostało rannych. Odbudowa zniszczonej infrastruktury produkcyjnej zajęła kilka lat, a czasy nie były dobre dla polskiej gospodarki. Dlatego też zakład zdołał się odbudować dopiero na początku lat 90.

Wnioski po tragedii
Wypadek w Rafinerii ropy naftowej w Gdańsku zwrócił uwagę na konieczność przestrzegania przepisów bezpieczeństwa oraz algorytmu działań wdrożonych w zakładzie produkcyjnym. Wyciągnięto wnioski i wprowadzono szereg zmian mających na celu poprawę bezpieczeństwa w zakładzie. Przypadek ten stał się dla Gdańska lekcją tego, co może się stać w przypadku lekceważącego podejścia do bezpieczeństwa przemysłowego.
