Rybołówstwo na Pomorzu i kryzys przemysłu na Bałtyku

Rybołówstwo w Gdańsku to jedna z najstarszych gałęzi przemysłu. Jeszcze tysiące lat temu rybacy aktywnie korzystali z wybrzeża Morza Bałtyckiego. Od dostępu do niego zależało istnienie milionów ludzi i funkcjonowanie państw – podaje strona gdansk-name.eu.

Sukcesy wędkarskie na Pomorzu i w Polsce 

Instytucje naukowe zlokalizowane na Pomorzu prowadzą badania i określają skuteczność określonych wskaźników. W szczególności zajmują się tym przedstawiciele Instytutu Rybołówstwa Morskiego w Gdyni. Ogólnie rzecz biorąc, ten sektor gospodarki jest również nadzorowany przez inspektoraty rybołówstwa morskiego w Słupsku i Szczecinie. Główne polskie porty zlokalizowane są w kilkunastu miastach.

Na wybrzeżu kraju znajduje się ponad pięćdziesiąt portów i przystani rybackich. Głównymi łowionymi gatunkami są dorsz, śledź (22 088 ton w 2007 r.), szprot (59 430 ton w 2007 r.), łosoś i troć wędrowna (140 000 sztuk w 2007 r.), flądra (7 479 ton) i inne ryby (głównie ryby słodkowodne, takie jak sandacz, leszcz, okoń i płoć). Połowy prowadzone są przez 1 500 łodzi i statków rybackich.

Jeśli chodzi o połowy na odległych polskich wodach, na początku XXI wieku wskaźniki połowów znacznie spadły. Wynikało to głównie z zamknięcia największych państwowych przedsiębiorstw rybackich: Odra ze Świnoujścia, Gryf ze Szczecina i Dalmor z Gdyni. Wielkość połowów dalekomorskich prowadzonych przez polskie statki wynosi 50 tys. ton. Największy udział w tych połowach mają sardynki, dorsze, kryl antarktyczny i sardynki atlantyckie.

Główne problemy rybołówstwa morskiego 

Pomimo szybkiego rozwoju polskiej gospodarki, rybołówstwo wymaga dodatkowych nakładów finansowych. Branża nie zawsze otrzymuje najnowsze technologie stosowane w różnych krajach. Do powszechnych problemów należą m.in: 

  • rozdrobnienie floty rybackiej;
  • niejasne i niekorzystne przepisy, które wymagają dodatkowych zmian: 
  • spadek niektórych populacji śledzia i szprota oraz obu populacji dorsza bałtyckiego;
  • zbyt niskie ograniczenia w połowach dorsza
  • zbyt wysoki potencjał połowowy jednostek;
  • zbyt niski udział połowów dalekomorskich w całkowitych połowach polskich statków.

Nieporozumienia z UE

W 2003 roku polscy rybacy ogłosili, że zamiast wziąć udział w referendum w sprawie przystąpienia Polski do UE, postanowili blokować porty. Wyjaśnili, że odczuwają rosnące ceny paliwa i spadające ceny ryb, a trzymiesięczny zakaz połowów dorsza tylko pogłębia tę negatywną tendencję. Rybacy wskazywali również na brak pomocy ze strony rządu.

W Ministerstwie powiedziano na spotkaniu, że nie ma podstaw prawnych do udzielania pomocy finansowej właścicielom łodzi. Taka pomoc jest udzielana rybakom z krajów UE. Jeszcze w 2002 roku urzędnicy obiecali zrekompensować właścicielom łodzi rybackich straty spowodowane wydłużonym okresem ochronnym na dorsza. Nic z tego nie wyszło, mimo że przedstawiciele Ministerstwa Polityki Rolnej poświęcili półtora roku na przygotowanie programu wsparcia dla rybaków.

Próbowano znaleźć opcje rekompensaty dla rybaków, ale wydatki budżetowe były ograniczane, więc nie spodziewano się poważnego wsparcia finansowego. Urzędnicy stwierdzili, że w tej sytuacji trudno przyznać pierwszeństwo jakimkolwiek grupom zawodowym, ponieważ brano pod uwagę stanowisko ministerstw finansów, gospodarki, pracy i polityki społecznej.

Chodziło o wsparcie niewielkiej grupy właścicieli statków rybackich, którzy łowią tylko dorsze i łososie. W sezonie zamkniętym muszą oni zaprzestać połowów. Tracą więc dochody i są zmuszeni zwalniać załogi. Jak wiadomo, państwo jest odpowiedzialne za wspieranie bezrobotnych. Rybacy uważają, że odpowiednie ministerstwo powinno już dawno opracować odpowiednie przepisy i je wdrożyć. Takie przepisy obowiązują w Unii.

Sytuacja rybaków stopniowo stawała się niezwykle trudna. Paliwo, które stanowi aż 70% całości, nagle podrożało. Czynnikiem, który dodatkowo pogorszył i tak już kiepską sytuację rybołówstwa bałtyckiego, okazał się zakaz połowów dorsza. Następnie nastąpiła gwałtowna redukcja zatrudnienia o prawie 50 procent. Cena zakupu dorsza spadła w styczniu i lutym 2003 roku, kiedy to odnotowuje się najwyższe połowy w ciągu roku. Oznacza to, że dochody rybaków spadły i nie mogli oni zaoszczędzić pieniędzy, aby przetrwać okres wiosenny i jesienny, kiedy poławia się mniej ryb. Według rybaków spadek cen spowodowany był importem do Polski taniego dorsza z Rosji za pośrednictwem firm norweskich.

Okazało się, że zaimportowano jedynie 29 ton. Ceny dorsza spadły, ponieważ rybacy osiągnęli bardzo dobre wyniki połowowe na początku roku, a wzrost podaży doprowadził do spadku cen. Ponadto nie jest możliwe natychmiastowe nałożenie ceł na importowane surowce rybne. Wymaga to długich negocjacji i procedur prawnych. W gospodarce wolnorynkowej ministerstwo nie może regulować rynku rybnego i wpływać na poziom cen skupu ryb.

Nasilenie kryzysu  

W 2020 r. rybacy w Gdańsku i Gdyni protestowali na wodach portów w tych miastach. Sztab kryzysowy rybaków zajmujących się rybołówstwem rekreacyjnym zapowiedział, że będą zakłócać pracę portów.

Rybacy wywiesili flagi i transparenty na około 100 statkach rekreacyjnych. Właściciele statków zajmujący się połowami rekreacyjnymi znaleźli się w trudnej sytuacji po decyzji władz Unii Europejskiej, które nałożyły zakaz połowów dorsza na wschodnim Bałtyku od stycznia 2020 roku. Dotyczyło to również połowów rekreacyjnych. Zły stan populacji tego gatunku w wodach Bałtyku wymusił wprowadzenie radykalnych ograniczeń.

Rybacy nie otrzymali pomocy obiecanej przez przedstawicieli Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Łączną kwotę wydatków oszacowano na 150 mln zł.

Podczas kolejnej konferencji prasowej we Władysławowie członkowie sztabu kryzysowego rybaków rekreacyjnych zaapelowali do Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Marka Gróbarczyka oraz Premiera Mateusza Morawieckiego o negocjacje w sprawie ich żądań. Obiecano, że do końca drugiego kwartału rybacy amatorzy otrzymają 20 milionów złotych. Sytuacja była na tyle poważna, że rybacy zaapelowali do Prezydenta Polski o interwencję w tej sprawie.

Według właściciela statku Arkadiusza Szałowińskiego, 20 mln zł oferowane przez ministerstwo to „kpina”. Zaznaczył, że kwota ta jest podzielona na 120 jednostek, ale u niego w 2017 r. był remont statku, który kosztował go 70 tys. zł. Nie będzie mógł przepłynąć zatoki statkiem, bo może on zatonąć.

Minister Gróbarczyk podpisał porozumienie z przedstawicielami sztabu kryzysowego rybaków rekreacyjnych. Dokument zakończył akcję protestacyjną. Przewidywał on wsparcie branży w związku z unijnym zakazem połowów dorsza na Morzu Bałtyckim. Zgodnie z porozumieniem, szczegółowe warunki pomocy dla właścicieli statków miały być znane do końca marca.

Sztab kryzysowy właścicieli statków, skupiony w Stowarzyszeniu Właścicieli Jachtów Komercyjnych i Sportowych z Kołobrzegu oraz Bałtyckim Stowarzyszeniu Wędkarstwa Morskiego z Darłowa, reprezentuje ponad 100 właścicieli statków. Zatrudniają oni pracowników i organizują wyprawy dla rybaków zajmujących się morskim rybołówstwem rekreacyjnym.

Wcześniej, podczas protestu, 92 statki rybackie zablokowały na dwie godziny porty na Pomorzu Środkowym. Już wtedy właściciele statków zapowiedzieli, że jeśli ich żądania nie zostaną spełnione, może dojść do blokady portów w Gdańsku, Gdyni i Świnoujściu. Sytuacje kryzysowe po raz kolejny udowadniają, że rząd powinien zwrócić większą uwagę na rozwój rybołówstwa w regionie i kraju.

Get in Touch

....... . Copyright © Partial use of materials is allowed in the presence of a hyperlink to us.